Szymborska podobno nie lubiła gotować – a może po prostu nie miała na to czasu? Pewnie dlatego napisała, że „nie ma rozpusty większej niż myślenie”. Gdyby znała ten budyń, chyba nieco zmieniłaby podejście. Bo budyń z kaszy jaglanej to rozpusta w czystej i nader smakowitej postaci.

A na rozpustę od czasu do czasu warto znaleźć czas.

Dlatego pomyślałam, że – wzorem poprzedniego bloga, który towarzyszył mi ładnych kilka lat – będę tu też w wolnych chwilach wrzucać przepisy na to, co akurat mnie zachwyciło w kuchni. Po mini-remoncie w mojej mini-kuchni wróciłam bowiem do gotowania na całego i do odkrywania nowych jadalnych cudów, ze szczególnym uwzględnieniem kaszy, bo okazało się, że mam jej całkiem spory zapas i trzeba go prędko zużyć (jaglanki nie powinno się zbyt długo przechowywać – jełczeje).

Zatem – Panie i Panowie – przed Wami pierwszy przepis w tym zakątku pośpiechu.

Budyń jaglany z wiórkami kokosowymi i sosem gruszkowo-korzennym

Składniki na budyń:

100 g kaszy jaglanej
1,5 szklanki mleka
1 szklanka wody
1 łyżka oleju kokosowego
szczypta soli
3 łyżki wiórków kokosowych
1 gruszka

Przygotowanie:

Podgrzewamy mleko z wodą, olejem kokosowym i solą. Kaszę przelewamy zimną wodą na sicie, żeby wytraciła goryczkę. Wsypujemy do gorącego mleka. Po 5 minutach dosypujemy wiórki kokosowe. Gotujemy na niewielkim ogniu przez jakieś 10 minut. Na końcu dodajemy pokrojoną gruszkę, mieszamy, studzimy 10 minut i blendujemy do ulubionej konsystencji. Idealnie gładko nie będzie (wiórki i gruszka tak już mają podczas blendowania i basta).

Składniki na sos:

2 łyżki cukru
1 łyżka syropu klonowego – opcjonalnie
2 gruszki
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka imbiru

Przygotowanie:

Cukier karmelizujemy na patelni. Wrzucamy na to pokrojone w kostkę gruszki, podlewamy syropem klonowym, prażymy kilka minut, dodajemy przyprawy i podsmażamy na niewielkim ogniu, aż owoce zmiękną.

Całość można pożreć na ciepło lub schłodzić – obie opcje są równie dobre.

Aha, oczywiście cynamonu może być ciut mniej – zdaję sobie sprawę, że jestem od niego uzależniona i mam zaburzone proporcje w użytkowaniu tegoż magicznego proszku. 😉

Aha, aha: w zasadzie to, co Internety szumnie zwą „budyniem jaglanym”, jest w rzeczywistości zwykłą kaszką, tyle że zblendowaną elegancko… Ale „budyń” brzmi chyba lepiej? Przynajmniej dla mnie. Bo „kaszka” kojarzy mi się z czasami dzieciństwa i ze znienawidzonymi papkami. I z kożuchem na mleku, które kazano nam pić w zerówce. I w ogóle – z niczym dobrym. Do kasz i kaszek dojrzałam dopiero kilka lat temu. Może właśnie dzięki zmienionemu nazewnictwu? 😉

Smacznego!

Reklamy