Jak żałośnie można się poczuć z powodu głupich czterech kółek?

Odpowiedź jest prosta: bardzo, bardzo żałośnie.
Do tego stopnia, że po powrocie do domu zamyka się drzwi na klucz i zaczyna płakać z poczucia bezsilności, z zawodu, ze złości…

Miałam dziś kupić samochód. Mysza, mój kochany grat, wyzionęła ducha ponad 2 tygodnie temu i od tego czasu próbowałam – z pomocą znajomych, podsyłających mi co ciekawsze ogłoszenia – znaleźć godne zastępstwo w przystępnej cenie. Obejrzałam kilka aut, ale zawsze coś było nie tak – albo okazywało się, że samochód wymaga generalnego remontu (w ogłoszeniu – ani słowa o tym), albo zgłaszałam się za późno, albo cena okazywała się wyższa niż w ogłoszeniu. Wczoraj – po cynku, który dostałam od przejętych moim sieroctwem motoryzacyjnym rekwizytorów – umówiłam się na oglądanie Renault Mégane o parametrach (i cenie) niemal idealnie spełniających moje wymagania. W dodatku – po sąsiedzku, na Bułgarskiej.

Obejrzałam, przejechałam się i powiedziałam: biorę.

Ze sprzedającym umówiliśmy się na dziś: on miał podrzucić dokumenty samochodu, a ja – pieniądze. Sprawa była dogadana, godzina spotkania ustalona, czekałam z niecierpliwością na wybicie 17.00, żeby pognać pod wskazany adres i wreszcie siąść za kółkiem.

O 16.00 przyszedł sms: „auto nieaktualne”. Żadnego przepraszam, żadnych wyjaśnień. Nic. Na pytanie „co się stało?” dostałam równie lakoniczną odpowiedź: „znajomy pożyczył auto bd do sprzedania za kilka dni”.

Ręce mi opadły. Bo co z tego, że „bd do sprzedania” (jak ja nie znoszę tych nowoczesnych skrótów, jakby się nie dało napisać po ludzku: „będzie”), skoro nie wiadomo, co się z nim przez tych kilka dni „bd działo”. I czy znów tuż przed finalizacją sprawy nie znajdzie się kolejny kolega? Albo ciocia w potrzebie? Albo kuzyn?

Wiem, że tysiące poznaniaków codziennie radzą sobie bez samochodu.
Wiem, że to tylko głupie cztery kółka.
Wiem, że w Afryce dzieci umierają z głodu, ISIS knuje kolejny zamach, a Polską rządzą fanatycy, więc powinnam się cieszyć, że mam tylko takie problemy.

Wszystko to wiem.

Ale nie zmienia to faktu, że czuję się dziś wyjątkowo podle.

Bo kolejny raz przekonałam się, że ze swoim naiwnym przeświadczeniem o konieczności dotrzymywania umów – także tych ustnych – zupełnie nie pasuję do tego goniącego wyłącznie za zyskiem świata. I czuję się oszukana.

Bo nie mam pojęcia, co zrobię za 1,5 tygodnia, po sobotnim spektaklu, na którym muszę być, nie mając jak wrócić do Grodziska, gdzie będzie czekać na mnie smutna, samotna (rodzice wybywają) Aksa.

Bo zwyczajnie tęsknię za swobodą, którą gwarantuje samochód.

I wreszcie – bo ten tydzień jest dla mnie z wielu względów wyjątkowo trudny, a ja jak zwykle jestem sama – z całym pakietem spraw do przepracowania, ogarnięcia i przemyślenia. I nie mam się nawet komu wyżalić – przecież nie będę obciążać staruszków swoimi problemami czy też płakać w rękaw kolegom z pracy.

Jak żałośnie można się poczuć z powodu głupich czterech kółek?

Bardzo. I tak mi właśnie jest.

Reklamy