Zastanawiacie się czasami, z jakimi tematami kojarzycie się najbardziej swoim przyjaciołom i znajomym?

Sądząc po tym, co słyszę, czytuję, a niekiedy także widuję na swojej osi czasu na FB w postaci udostępnianych mi linków, piosenek czy obrazów, lista skojarzeń dotyczących mojej osoby jest dość krótka: zaczyna się od hasła „wielbicielka przecinków i spacji”, przez wszelkiego rodzaju wiedźmowe atrybuty (tu także: „kapelusze”, „kuchnia”, „stare, podejrzanie pachnące książki”), kończy się zaś na nietoperzach. W poszerzonej wersji lista może objąć też pojęcia takie, jak „ładny głos”, „dziewczyna z wiertarką” lub „ta z teatru”. Nie będę się jednak oszukiwać – statystyka jest pod tym względem bezlitosna.

Fakt, książki kocham, korekty uwielbiam, wiedźmą jestem z charakteru, a rękoskrzydłe (w tym Batmana) od lat darzę ogromnym choć trudnym do wyjaśnienia afektem („nie, panie doktorze, nie wiem, kiedy zaczęłam się interesować rękoskrzydłymi”, „tak, panie doktorze, pierwszego pluszowego gacka kupiłam sobie na studiach, Józek się nazywa”). Lubię o nich czytać, uwielbiam przyglądać im się, czy to na zdjęciach, czy w rzeczywistości (niedaleko Grodziska jest szkoła w Kopankach, której strych upodobała sobie spora kolonia latających myszy, a w letnie wieczory spędzane u rodziców nieraz miałam okazję widywać moich ulubieńców w locie). Lubię ich pluszowe, milczące towarzystwo. I uwielbiam zdobywać – albo tworzyć – kolejne nietoperzowe gadżety.

Mam już kubek z Batmanem, kilka koszulek, sporo rysunków. A dziś dorobiłam się kolejnej bestyjki – tym razem na filiżance. Motyw – znaleziony w sieci – w sam raz na jesienne wieczory, nie tylko przy księżycu.

Pewnie będzie ich więcej, niech no tylko wydłużą się jeszcze bardziej godziny wieczornego mroku, kiedy najbardziej lubię sięgać po szkicownik i farby. Całe wakacje jak ognia unikałam pudła, do którego schowałam mój zapas kolorów, pędzli, drewnianych patyczków do szaszłyków (doskonale się nimi maluje detale!) oraz plik karteluszków z pomysłami na malunki. Teraz jednak myślę sobie: już czas. I choć pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, to pierwszy malowany nietoperz przywołuje jesień: czas kolorowych zabaw na przekór szarzejącemu światu za oknem. I na przekór samotności. Dobrze mieć taką odskocznię.

bat1

bat2

Reklamy