W sprawczą moc słów i wyrazów wierzę, odkąd nauczyłam się nimi posługiwać w mowie i w piśmie.

Wierzę, że można nimi zmieniać – siebie, innych, świat.
Wierzę, że za każdą sekwencją dźwięków lub znaków kryje się coś więcej, niż tylko pospolicie rozumiane znaczenie.
Wierzę, że warto o nie dbać.

I wiem, doskonale wiem, że trzeba też na nie bardzo uważać. Nieodpowiednio użyte stają się bowiem wyjątkowo niebezpieczną bronią, którą łatwo się skaleczyć.

Niestety, ostatnio straciłam czujność i mam za swoje.

Zaczęło się od niewinnego esemesa od kolegi z pracy, z którym mieliśmy się spotkać w kabinie na niedzielnym spektaklu. Dostałam informację, że mogę być nieco później niż zwykle. Ponieważ niedzielę spędzałam u rodziców w Grodzisku, uradowana wizją dodatkowych kilku chwil w domu, odpisałam nieopatrznie, że doskonale się składa, bo pojadę spokojniej i może obejdzie się bez ofiar w ludziach.

Kiedy godzinę później, już w trasie, spod maski Myszy usłyszałam serię niepokojących dźwięków, a później – kiedy zapadła jeszcze bardziej niepokojąca cisza – pierwsze, o czym pomyślałam, to moja nonszalancka wypowiedź właśnie. Fakt, obyło się bez ofiar w ludziach. Ofiarą padł za to mój ukochany gruchot.I sama to sobie wykrakałam, nie pierwszy, pewnie też nie ostatni raz. Jak na wiedźmę przystało: „czary, omamienie, sztuki”. Pełen pakiet.

A teraz siedzę i od rana myślę o tym, czy dałoby się te moje wieszcze zdolności wykorzystać z lepszym skutkiem. Spróbuję. „Liczę do trzech, rzucam czar”.

Na początek – coś łatwego. Nauczę się wreszcie tańczyć. No, Losie, słyszysz? Przecież to nie jest AŻ tak trudne.

Znajdę nowe auto – dokładnie takie, jakiego potrzebuję, i dokładnie w tej cenie, na którą mogę sobie pozwolić obecnie.

Zakocham się – szczęśliwie, z wzajemnością, niebawem. I nie, nie chodzi mi tu o samochód, Losie.

Będę mogła zawsze robić to, co kocham. W sumie – już robię, ale proszę o więcej.

I na koniec – coś w skali globalnej, a nie osobistej. Dzisiejszy strajk zakończy się sukcesem, politycy pójdą po rozum do głowy (choć odnoszę wrażenie, że w wielu wypadkach to może być znacznie dłuższa wyprawa…), nikt już nam, kobietom, nie będzie próbował narzucać prawa, którego sobie nie życzymy.

A ja już niedługo będę mogła tu z satysfakcją napisać: WYKRAKAŁAM!

P.S. Nietoperze na zdjęciu idealnie wpisują się w tematykę strajkową – w końcu elokwentna posłanka Pawłowicz przywdziewające dziś czerń uczestniczki protestu nazwała satanistkami. A dobra satanistka powinna mieć choć jeden mroczny atrybut. Prawda?

P.S.2. Do zobaczenia w centrum. Czas wyjść ze strefy komfortu i pójść tam, gdzie nakazuje przyzwoitość.

Reklamy