Pisałam już kiedyś bloga. Takiego ambitnego, z wieloakapitowymi notkami, z przepisami, z masą fotografii mających udokumentować moje wspaniałe, pełne wrażeń życie. Im dłużej pisałam, tym bardziej ciążyła mi jednak ta przyjęta na samym początku konwencja.

I… odechciało mi się.

Próbowałam wracać. Na próżno. Deklaracje okazywały się puste, obietnice – naciągane, zapał – słomiany.

A przecież pisania potrzebuję jak powietrza.

Dlatego bez wielkich wstępów, szumnych przemów i uroczystego przecinania wstęgi, bez rozliczeń i podsumowań, wreszcie – bez wielkiego żalu – zamykam tamten rozdział. Idzie nowe! Nowe pisanie!

Nie wiem, czy ktokolwiek tego potrzebuje.
Ale ja – tak.
Choć przecież… nie mam czasu!

 

Reklamy